16.08.2015

Szampon Kallos LAB 35 Volume & Gloss


Daaawno nie pisałam żadnej recenzji, brakowało mi tego, a teraz na pierwszy ogień idzie szampon Kallos Lab 35 - Volume and Gloss.

W moje łapki wpadł właściwie przypadkiem. Czasem gdy jestem w Opolu wpadam do Astora, jest to jedna z moich ulubionych drogerii, bo często można znaleźć tam rzeczy, których nie widuję w innych punktach nawet tej samej sieci. Tak właśnie było z tym szamponem - widziałam go tylko w tym sklepie, chociaż u mnie w mieście też jest Astor. Oczywiście nie mogłam się oprzeć, chociaż wcześniej nawet o nim nie słyszałam. Mimo tego, że decyzja zakupu była spontaniczna, nie żałuję jej nawet trochę.




OPAKOWANIE: Butelka z pompką jest według mnie bardzo wygodna, polubiłam takie rozwiązanie gdy miałam złamaną rękę. ;) Oprócz tego, że praktyczne, opakowanie jest też zwyczajnie ładne: wygląda nowocześnie, a dzięki temu, że nie ma papierowych etykiet ani naklejanych elementów wygląd się nie zmienia.

ZAPACH: Trudny do opisania, chemiczny i intensywny. Mi osobiście nie przeszkadza i nawet go lubię, ale jest na tyle specyficzny, że komuś na pewno będzie przeszkadzał. Utrzymuje się na włosach i jest na nich całkiem dobrze wyczuwalny.

KONSYSTENCJA I WYDAJNOŚĆ: Szampon do gęstych zdecydowanie nie należy, ale nie jest też zbyt rzadki. Mi jego konsystencja odpowiada, bo nie spływa z dłoni ani z włosów. Do mycia włosów wystarczają mi trzy, cztery pompki, jeśli wcześniej olejowałam skalp używam czasami pięciu, lecz na ogół to już trochę za dużo. Używam go od około miesiąca razem z chłopakiem, łącznie myliśmy nim włosy około 25 razy a zużycie jest takie jak na zdjęciu - może 1/3 z 500ml, jak dla mnie to dobry wynik.

CENA I DOSTĘPNOŚĆ: Dałam za niego jakieś 16zł z groszami za pół litra. Jak pisałam wcześniej, widziałam go tylko w drogerii Astor, i to konkretnej.




DZIAŁANIE: Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że szampon bardzo dobrze się pieni. W żaden sposób nie szkodzi mojej skórze głowy - żadnego łupieżu, swędzenia, zwiększonego wypadania czy przyśpieszonego przetłuszczania. Z myciem radzi sobie dobrze, domywa oleje po jednym użyciu. Według producenta ma pozytywnie wpływać na objętość i błysk, i faktycznie tak jest. Może objętość nie jest spektakularna, ale drugiego dnia po myciu nie mam tak oklapniętych włosów jak po użyciu innych szamponów, a z obietnicy o nabłyszczeniu producent świetnie się wywiązuje. Mam też wrażenie, że przedłuża nieco świeżość włosów. Nadaje się do codziennego stosowania i nie wysusza długości.

Jest to jeden z lepszych szamponów, jakie miałam okazję używać i mogę z czystym sumieniem polecić go osobom, które narzekają na matowe włosy. Jeśli jeszcze go zobaczę, na pewno znów go kupię. :)

14.08.2015

Aktualizacja - lipiec 2015 | Pierwsza aktualizacja od roku

Rok temu, gdy porzuciłam blogowanie, moje włosy od prawie połowy długości były w kiepskim stanie. Pamiętały rozjaśnianie i koloryzację, były tak zniszczone, że nie dało się ich uratować. Dbałam jednak o nie intensywnie mniej więcej do początku 2015 roku, kiedy przestałam je olejować, zapomniałam o wcierkach. Używałam tylko odżywek i podcięłam je raz czy dwa; dopadł mnie jakiś włosowy kryzys - po prostu mi się odechciało. Mimo to nie było z nimi jakoś wiele gorzej.

Ochota na poprawienie stanu włosów naszła mnie po kilku miesiącach, miałam jednak pecha - zostałam potrącona i przez 4 miesiące miałam rękę w gipsie. Nie radziłam sobie praktycznie z niczym, co zawsze robiłam obiema rękami, więc dbanie o włosy też miałam utrudnione. Podjęłam jednak decyzję, że gdy zdejmą mi gips zetnę włosy i zacznę znów o nie dbać.

Jak się okazało - po znacznym podcięciu włosów (poszła prawie połowa długości) intensywna pielęgnacja, taka, jak za dawnych dobrych czasów, nie jest wcale potrzebna. Wystarczy szampon i jakakolwiek odżywka nałożona dosłownie na chwilę, by pasma wyglądały zdrowo i po prostu ładnie.

Tak wyglądają dzisiaj, 11 dni po cięciu, świeżo rozpuszczone z kucyka, nierozczesane (przepraszam za zdjęce kiepskiej jakości):


Rok temu wyglądały tak:



Przez ten rok używałam (mimo kiepskiej pielęgnacji) sporo kosmetyków i nie pamiętam nazw wszystkich, żeby wymieniać je jak we wcześniejszych aktualizacjach.

W lipcu używałam żółtej wersji szamponu Kallos Lab 35, bananowej maski Kallos i odżywki Biovax do włosów suchych i zniszczonych. Końce zabezpieczałam olejkiem orientalnym Marion z olejkami jojoba i słonecznikowym. Na tym moja pielęgnacja się kończyła.

Jak sądzicie, spora zmiana? :)

12.08.2015

Kolekcja kosmetyków do włosów

Jak wspominałam ostatnio, zbiór moich kosmetyków do włosów nie jest już tak imponujący jak kiedyś, ale osttanio rozrósł się trochę dzięki mojemu chłopakowi. :) Dzięki jego trosce mam zapas kosmetyków conajmniej do końca tego roku, nawet gdybym myła włosy codziennie. Tym samym na te kilka miesięcy odebrał mi radość zakupów, ale jakoś to przeżyję. ;)




SZAMPONY

  1. ON LINE, kids line, hair & body wash - kupiłam ten kosmetyk z myślą o wyjeździe z chłopakiem na wakacje, moglibyśmy zaoszczędzić trochę miejsca w plecaku. Oczywiście zachęcił mnie zapach gruszki. :)
  2. KALLOS, LAB 35, volume & gloss - odkąd mieszkam z chłopakiem używamy go oboje, ostatnio z powodu upałów używamy go codziennie a narazie zeszła go tylko 1/3. Za jakiś czas pojawi się recenzja.
  3. BARWA, czarna rzepa - szampon, którego używam co 2 tygodnie do mocniejszego oczyszczania. Szukałam wersji z żurawiną, ale była tylko ta. Jednak zakupu nie żałuję, bo świetnie przedłuża u mnie świeżość włosów
  4. NATURA SIBERICA, szampon rokitnikowy do włosów normalnych i przetłuszczających się - kupiłam go jakis czas temu i wciąż nie używałam, ale wącham regularnie. Zapach jest według mnie obłędny i kojarzy mi się z oranżadą w proszku :)
  5. HASK, COCONUT MONOI OIL - mam go od wczoraj, jest to część prezentu urodzinowego od mojego ukochanego, który pół dnia czytał bloga Anwen i opinie na wizażu, żeby mi dogodzić. ;)



ODŻYWKI

  1. GARNIER FRUCTIS, GĘSTE I ZACHWYCAJĄCE - również część prezentu od mojego lubego. Zapach bardzo przyjemny, co do działania mam mieszane uczucia.
  2. BALEA, do włosów suchych i zniszczonych - już na szczęście takich nie mam ;) Zapach kokosa mnie nie przekonuje, ale działania jestem bardzo ciekawa. Tych odżywek możecie szukać w drogeriach Astor.
  3. GARNIER FRUCTIS, OIL REPAIR 3 - tą też mam od wczoraj, chłopak zapamiętał, że była moim ulubieńcem :)
  4. GARNIER ULTRA DOUX, avokado i karite - jak wyżej
  5. PLANETA ORGANICA, balsam marokański - ten kosmetyk już kiedyś miałam, a ponieważ bardzo go lubiłam postanowiłam skorzystać z promocji w którymś ze sklepów internetowych i wróciłam do niego.


MASKI



  1. L'BIOTICA, BIOVAX, do włosów słabych ze skłonnością do wypadania - kupiłam ją z myślą o nakładaniu na skórę głowy po zmieszaniu z imbirem. Odeszłam od tej metody dobrych kilka miesięcy temu, a dobrze się u mnie sprawdzała.
  2. KALLOS, CHOCOLATE - to akurat mały prezencik ode mnie dla ukochanego, który ma długie, gęste włosy o ogromnym potencjale, teraz w końcu regularnie odżywia włosy, czekolada ma wielką moc ;)
  3. PLANETA ORGANICA, SHEA BUTTER HAIR MASK, do włosów suchych i zniszczonych - narazie niewiele mogę o niej powiedzieć, użyłam jej tylko raz, ale powiem, że opakowanie ogromnie mi się podoba



OLEJE / WCIERKI

  1. GREEN PHARMACY, olejek łopianowy z czerwoną papryczką - używam go co około 3 dni, nakładając na skórę głowy godzinę przed myciem. Liczę, że przyśpieszy porost.
  2. ETJA, olej arganowy - nowy nabytek
  3. ETJA, olej makadamia - użyłam go dopiero kilka razy, to mój pierwszy olej od miesięcy, tak zaniedbała włosy...
  4. JANTAR - wcierka również pierwsza od... sama nie wiem kiedy. Podobno to jeszcze tradycyjna receptura, widziałyście gdzieś jeszcze te "dawne" wersje?



KOSMETYKI DO ZABEZPIECZANIA


  1. MARION, OLEJKI ORIENTALNE, makadamia i ylang-ylang - prezent urodzinowy z zeszłego roku, którego nie zdążyłam nawet użyć więcej niż kilka razy
  2. MARION, OLEJKI ORIENTALNE, jojoba i słonecznik - używam tego serum od ponad roku co jakieś 2 dni, czasem robiłam sobie przerwy, mimo to wydajność imponuje
  3. GARNIER FRUCTIS, CUDOWNY OLEJEK - miałam go już kiedyś, chyba 2 lata temu i gdyby nie rozdawanie znajomym po 15 ml nigdy nie skończyłabym go w te 1,5 roku. Nie wiem co zrobię tym razem xD
  4. GREEN PHARMACY, JEDWAB W PŁYNIE - czytałam o nim sporo dobrego i zwiedzając ostatnio nową Wrocławską drogerię skusiłam się na niego

Jak widać końcówki moich włosów są teraz bezpieczne jak nigdy. Ich długość oraz skóra głowy też nie powinny narzekać - w najbliższym poście zobaczycie, co przeszły przez ostatni rok a jak dobrze mają teraz.

10.08.2015

Wielki powrót po rocznej przerwie!

Jakiś rok temu straciłam zapał do blogowania i powtarzałam sobie, że potrzebuję więcej czasu na inne sprawy - matura i takie tam. Chciałam uczyć się cały rok a wyszło jak wyszło - 2 tygodnie przed maturą zrobiłam kilka zadań z matematyki a wieczór przed pierwszym egzaminem przeczytałam kilka streszczeń lektur (a jednak wynikibyły zadowalające :D). Mimo to, że czasu miałam jednak sporo do bloga postanowiłam wrócić dopiero po roku.

Co jakiś czas tu zaglądałam i okazuje się, że wejść jest dalej sporo, a mnie znów zaczęło ciągnąć w te klimaty ;) Postanowiłam, że na dniach przysiąde przy blogu i postaram się jakoś zmienić jego wygląd, bo zniechęcał mnie do prowadzenia go... Usunęłam kilka postów (prawdopodobnie usunę ich jeszcze więcej) i zaplanowałam kilka kolejnych.

W najbliższym miesiącu będziecie mogły zobaczyć, jak bardzo zmieniły się moje włosy w ciągu tych parunastu miesięcy (a zmieniły się bardzo!), przeczytać parę recenzji oraz zobaczyć moja aktualną kolekcję kosmetyków do włosów, która nie jest już tak pokaźna, ale cieszy. :) Możliwe, że napiszę też na tematy, które już tu poruszałam, ale jednak z perspektywy czasu uznałam, że posty mi się nie podobają.

Za parę dni ruszę pełną parą a tymczasem zapraszam na mojego drugiego bloga, Burning Lady, którego staram się prowadzić jako ambitna studentka kultury i praktyki tekstu ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...