Rok temu, gdy porzuciłam blogowanie, moje włosy od prawie połowy długości były w kiepskim stanie. Pamiętały rozjaśnianie i koloryzację, były tak zniszczone, że nie dało się ich uratować. Dbałam jednak o nie intensywnie mniej więcej do początku 2015 roku, kiedy przestałam je olejować, zapomniałam o wcierkach. Używałam tylko odżywek i podcięłam je raz czy dwa; dopadł mnie jakiś włosowy kryzys - po prostu mi się odechciało. Mimo to nie było z nimi jakoś wiele gorzej. Ochota na poprawienie stanu włosów naszła mnie po kilku miesiącach, miałam jednak pecha - zostałam potrącona i przez 4 miesiące miałam rękę w gipsie. Nie radziłam sobie praktycznie z niczym, co zawsze robiłam obiema rękami, więc dbanie o włosy też miałam utrudnione. Podjęłam jednak decyzję, że gdy zdejmą mi gips zetnę włosy i zacznę znów o nie dbać. Jak się okazało - po znacznym podcięciu włosów (poszła prawie połowa długości) intensywna pielęgnacja, taka, jak za dawnych dobrych czasów, nie jest wcale potrzebna. Wystarczy...
Komentarze
Prześlij komentarz