30.08.2013

Moja pielęgnacja skóry głowy

Wiele włosomaniaczek poświęca mnóstwo czasu dbaniu o włosy, ale zapominają o skórze głowy. A przecież w dużej mierze to od niej zależy, jak wyglądają nasze włosy, oraz to, czy wyrastają zdrowe i mocne. Jeśli jesteście ciekawe, jak pielęgnuję skórę głowy, zapraszam do dalszej części posta.

Odżywki i maski Nakładam je na skalp co 4 dni, przy okazji trzymania na włosach maski i spłukuję po minimum 30 minutach. Robię to w celu nawilżenia skóry, szczególnie, gdy używam szamponu z SLES. Są to zawsze kosmetyki bez silikonów. Do odżywiania skóry głowy używałam Biovaxa do włosów suchych i zniszczonych, Garniera Avokado i Karite, Garniera Siła 5 Roślin. Czasami wykorzystuję w ten sposób odżywki, które nie sprawdziły się na długości, np. różową Artiste. Od dwóch miesięcy mieszam je z imbirem, który nakładam głownie na skalp, na długość bardzo rzadko.

Oleje Dopiero w lipcu zaczęłam regularnie olejować skórę głowy, używam do tego olejku Green Pharmacy, łopianowego z arganowym. Ma on zmniejszać łojotok, odżywiać cebulki, przeciwdziałaś łupieżowi, pobudzać włosy do wzrostu, działać przeciwzapalnie i odżywiać skórę głowy. Ja korzystam z niego po to, by łagodził podrażnienia i przynosił skórze ulgę. Nie sprawdzam, czy działa tak jak twierdzi producent, ale nie miałabym nic przeciwko temu, żeby tak działał. :) Raz czy dwa zdarzyło mi się nałożyć na skalp olejek Alterry, z migdałami i papają. Z jego działania na skórze byłam niezadowolona, ponieważ powodował zwiększone wypadanie. Na mojej głowie zagościł również olej z pestek winogron, w tym samym celu co ten z Green Pharmacy, z tą różnicą, że stosowałam go głównie wtedy, gdy nie używałam wcierek.

Wcierki Na początku włosomaniactwa postawiłam na Jantar i zużyłam 3 butelki. Liczyłam na przyśpieszenie porostu i wzrost nowych włosków, nie wiem jak to pierwsze, ale drugie wymaganie zostało spełnione w 100%. Potem przyszła kolej na Seboravit, który sam w sobie podrażniał skalp za to nie zmniejszał przetłuszczania, a to było jego zadanie. Znalazłam na niego sposób - służył mi jako baza pod olej. Dzięki temu nie podrażniał skóry głowy i wreszcie zaczął działać tak, jak obiecywał producent. Kolejną wcierką, którą stosowałam był Saponics, po którym początkowo nie było żadnej poprawy, potem nastąpił wysyp babyhair. Aktualnie wcieram kozieradkę i zaczynam mieć co do niej wątpliwości... 

Tak było do tej pory, a jakie mam plany?

Jeśli chodzi o oleje i odżywki raczej nic się nie zmieni. Za to od początku roku szkolnego zmieni się moja wcierkowa rutyna. :) Pierwszego dnia po myciu będę wcierała resztę starej wersji Jantara, a drugiego kozieradkę, chyba, że zmienię co do niej zdanie. Potem zrobię włosom miesięczną przerwę od wcierek i olejów, następnie zabiorę się za inne oleje GP i wrócę do stosowania Seboravitu (znów jako baza pod olej) i wypróbuję wodę brzozową, nie wiem jeszcze w jakiej kolejności. :)

6 komentarzy:

  1. Chciałabym wypróbować Jantar i olejki z GP, ale najpierw muszę zużyć moje zapasy. :) Mam nadzieję, że ten pierwszy i u mnie spowoduje wysyp nowych włosków. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja teraz chcę się skupić na przyroście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ze skalpem jestem bardzo ostrożna, u mnie świetnie się sprawdza "mniej znaczy więcej" jak do tej pory na skórę (oczywiście oprócz szamponu ;)) stosowałam olejek Khadi i kurację wzmacniającą Joanny. O ile działaniem olejku byłam zachwycona to kuracja Joanny okazała się totalną katastrofą.. Nigdy więcej!
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam na oku Saponics, ale niestety nie mogłam go nigdzie dorwać..

    OdpowiedzUsuń
  5. musze powrócić do jantarowania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do Liebster Blog
    Szczegóły na moim blogu : http://boddah992.blogspot.com/
    Zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...